Dopiero co w maju świętował z Panthers Wrocław mistrzostwo Polski do lat 17, a już za moment spakuje walizki, by spełnić swój amerykański sen. Filip Tunia, utalentowany linebacker wrocławskiego klubu, 12 lipca wylatuje do Stanów Zjednoczonych. Swoją sportową i naukową karierę będzie kontynuował w szkole średniej Monte Vista Christian School w słonecznej Kalifornii.
Kierunek: Dolina Watsonville i futbol amerykański na najwyższym poziomie
Monte Vista Christian School (MVC) to prywatna szkoła średnia z internatem, malowniczo położona w Watsonville w hrabstwie Santa Cruz - zaledwie kilkanaście kilometrów od wybrzeża Oceanu Spokojnego i blisko technologicznego serca świata, Doliny Krzemowej. Kampus szkoły prócz pięknego położenia słynie przede wszystkim z doskonałej infrastruktury akademickiej oraz sportowej.
Dla Filipa to idealne miejsce do rozwoju. Szkoła nie tylko oferuje wymagający program międzynarodowej matury (IB), ale przede wszystkim słynie z kapitalnego programu futbolowego. Drużyna MVC Mustangs rywalizuje na wysokim, kalifornijskim poziomie, a tamtejszy sztab trenerski potrafi szlifować diamenty - nowy trener główny szkoły ma na swoim koncie wychowanie aż dziewięciu zawodników, którzy trafili bezpośrednio do NFL. Co ciekawe, sam grał jako linebacker, dzięki czemu młody wrocławianin trafi pod skrzydła idealnego mentora.
Początki Filipa w Panthers
Droga Filipa do pozycji linebackera była niezwykle dynamiczna. Początki młodego zawodnika w sekcji juniorskiej Panthers Wrocław wspomina jeden z jego pierwszych trenerów, Przemysław Lewszyk:
- Na początku Filip zaczynał na pozycji defensive backa, ale jako jeden z niewielu nowych rekrutów zupełnie nie bał się kontaktu. Dobrze to wróżyło na bardziej fizyczne pozycje, dlatego podjąłem decyzję o przeniesieniu go na pozycję linebackera. Tam Filip szybko się odnalazł i wskoczył w boiskową rotację. W swoim pierwszym meczu, po kontuzji zawodnika z pierwszego składu, zanotował przechwyt i wiele powaleń, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, żeby z boiska go już w tym sezonie nie ściągać. Jeśli miałbym wskazać jego najmocniejsze strony, to na pewno szybkie tempo jego nauki futbolu, silne i celne powalenia oraz świetna umiejętność pracy w grupie.
Jak sam Filip wspomina swoje początki, jak wyglądały kulisy transferu za ocean i czego najbardziej będzie mu brakować we Wrocławiu? Zapraszamy do przeczytania rozmowy z młodym adeptem futbolu amerykańskiego:
Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z futbolem amerykańskim i jak trafiłeś do Panthers Wrocław?
Od zawsze grałem w piłkę nożną. Miałem tam kolegę, który bardzo interesował się klimatem Stanów Zjednoczonych i wspomniał, że wybiera się na rekrutację do Panthers. Wtedy myliłem jeszcze futbol amerykański z rugby. Kolega zabrał mnie ze sobą na trening i... od razu zakochałem się w tym sporcie.
Jak czas spędzony we wrocławskim klubie przygotował Cię do tego, by móc rywalizować na amerykańskich boiskach? Czego nauczyłeś się tutaj najbardziej?
Przede wszystkim czas spędzony w klubie nauczył mnie dyscypliny, szacunku do trenerów oraz wytrwałości w dążeniu do celów. Trenerzy i sztab Panthers Wrocław nie tylko przygotowali mnie fizycznie, ale nauczyli mnie też nieszablonowego myślenia na boisku - tego, jak przewidywać boiskowe sytuacje i jak im zapobiegać.
Kiedy po raz pierwszy pojawiła się myśl, że chciałbyś kontynuować swój rozwój sportowy i edukację w Stanach Zjednoczonych?
Myślę, że taka iskra pojawiła się po około roku grania w klubie. Zrozumiałem wtedy, że futbol amerykański to jest dokładnie to, co chcę robić w życiu. Pierwszym krokiem w stronę tego marzenia był udział w campie Gridiron Imports, po którym otrzymałem parę ofert.
Organizacja takiego wyjazdu to spore wyzwanie logistyczne i formalne. Kto najbardziej pomógł Ci w wykonaniu tego wielkiego kroku?
Tak, całkowicie się zgadzam. Do ogarnięcia była masa papierów, jeszcze więcej formularzy, a do tego wizyty u lekarzy. Tak naprawdę prawie wszystkim zajęli się moi rodzice. Jestem im za to ogromnie wdzięczny, bo sam na pewno nie dałbym sobie z tym rady.
Twój wybór padł na Monte Vista Christian School w Kalifornii. Dlaczego akurat MVC i czy w grę wchodziły również inne opcje?
Dlaczego akurat MVC? Spośród kilku opcji była to jedyna szkoła, która łączy futbol amerykański na bardzo wysokim poziomie z programem IB, czyli międzynarodową maturą. Dzięki temu będę mógł później studiować na dowolnej uczelni na świecie. Poza tym MVC zatrudniło nowego trenera, który grał na pozycji LB (tak jak ja) i wysłał już dziewięciu zawodników do NFL. Jeśli chodzi o inne opcje, to odezwały się do mnie również szkoły z Tennessee oraz Georgia Academy (GAC).
Jak opisałbyś swój styl gry? Jakie są Twoje największe atuty na boisku, które chcesz zaprezentować amerykańskim trenerom?
Wydaje mi się, że moim największym atutem jest to, że potrafię grać agresywnie, ale z głową. Nie boję się mocnych uderzeń. Kocham rywalizację i zamierzam pokazać na amerykańskim boisku, że nie czuję respektu przed nikim.
Futbol w amerykańskim liceum to coś, co w Polsce znamy głównie z filmów. Jakie masz oczekiwania wobec poziomu gry i całej tej słynnej otoczki meczowej?
Oczekuję, że w Stanach poziom gry będzie naprawdę wysoki. Liczę na to, że każdy trening będzie profesjonalnie przygotowany, a fizjoterapeuci będą przynajmniej tak dobrzy, jak u nas w Panthers Wrocław. Nie mogę się już doczekać mojego pierwszego meczu na stadionie MVC. Mam nadzieję na pełne trybuny i świetną, zdrową atmosferę.
Wyjazd za ocean to nie tylko sport, ale też nauka w nowym systemie. Jak zamierzasz pogodzić obowiązki szkolne z intensywnymi treningami?
Szkoła przygotowała specjalny program dla uczniów z zagranicy. Codziennie będę miał obowiązkowe dwie godziny nauki na kampusie pod okiem wychowawców. Tam zasady są jasne: za słabe oceny można zostać zawieszonym w treningach do momentu ich poprawy. Zamierzam mocno przyłożyć się do nauki, żeby mieć jak najlepsze wyniki i powalczyć w przyszłości o stypendium w Division 1.
Zostałem już zresztą wpisany do bazy NCSA. W trakcie roku trenerzy z najlepszych uczelni będą mogli oglądać moje highlighty, a także śledzić moje oceny oraz wyniki - zarówno te w szkole, jak i na boisku.
Wylatujesz już 12 lipca. Czego najbardziej nie możesz się doczekać po przylocie do Kalifornii, a czego - z perspektywy wrocławskiej szatni - będzie Ci najbardziej brakować?
Na pewno nie mogę się doczekać pierwszego treningu z drużyną varsity - to teraz jedno z moich największych marzeń. Z drugiej strony, na pewno będzie mi brakować chłopaków z drużyny oraz świetnych trenerów, którzy zawsze mi pomagali, bez względu na problem. Będzie mi też brakować fizjoterapeutów, którzy stale o mnie dbali, oraz wszystkich niezwykle miłych ludzi z klubowego biura.